ŚLĄSKI "LWOWSKI PUCHACZ" Gerhard Karl Ranoschek

„Rycerzem wśród wspaniałego rodu lotników jest myśliwiec, lotnik nad lotnikami; rycerskim jego zadaniem jest bronić. Bronić własnych bombowców od ataku wroga, godzącego z powietrza, i bronić własnej ziemi od nieprzyjacielskich bombowców. Czasem myśliwiec ogniem swych karabinów maszynowych atakuje nieprzyjaciela znajdującego się na ziemi – lecz czyni to rzadko. Jego wysiłek, jego zwycięstwa, jego tragedie najczęściej rozgrywają się ponad chmurami, wysoko w powietrzu, gdzie jest widok najszerszy, niebo najbliższe, a padół ziemski niewyraźny i daleki jak szary sen”

                                                                                                                                                        Arkady Fiedler, Dywizjon 303

Era powietrznych myśliwców narodziła się podczas Wielkiej Wojny. Z biegiem czasu postęp techniczny i wymogi powietrznego pola walki wymusiły w naturalny sposób działania powietrzne prowadzone nocą. Z jednej strony bombardowania terenu wrogiego, z drugiej zaś przeciwdziałanie niszczycielskim nocnym nalotom.

             Jednym z polskich nocnych myśliwców z okresu II wojny światowej był Gerard Ranoszek, w którego życiorysie splotły się historyczne zawiłości losów urodzonego w początkach XX wieku Polaka.

Gerhard Karl Ranoschek urodził się w dniu 4 lipca 1911 r. we wsi Wierzbie (Wierzbie) koło Lublińca, jako poddany Wilhelma II. Był zarazem pierwszym synem (z czterech) małżeństwa Ranoszków- pochodzącego z Moszczenicy Polaka – Franciszka, nauczyciela i kierownika szkoły
w Wierzbiach, który w Polsce Odrodzonej został inspektorem szkolnym oraz Marii z domu Besuch, niemieckiej Ślązaczki.

Początkowo uczęszczał do szkoły powszechnej (ludowej) w rodzinnej wsi, następnie w Tarnowskich Górach został uczniem tamtejszego Państwowego Gimnazjum Męskiego imienia księcia Jana Opolskiego. Była to ośmioletnia szkoła polska, która została utworzona w budynku dawnego niemieckiego Gimnazjum Realnego po objęciu władzy nad częścią Górnego Śląska przez państwo polskie. Gimnazjum, do którego uczęszczał Ranoszek (po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. polonizowano nazwiska i imiona) cieszyło się bardzo dobrą opinią, ze względu na wysoki poziom nauczania. Wśród nauczycieli wspomnianej szkoły wielu posiadało stopnie naukowe, zaś Józef Piernikarczyk, nauczyciel geografii i historii, badacz przeszłości Tarnowskich Gór oraz górnictwa i hutnictwa na Górnym Śląsku, z biegiem czasu za swą pracę naukową uzyskał w 1932 r. tytuł profesora nadzwyczajnego.  

Po zdanym egzaminie dojrzałości, w 1930 r. Gerard Ranoszek został studentem Wydziału Mechanicznego. Dziwić może uczelnia, którą wybrał. Nie była to żadna ówczesna polska uczelnia techniczna, gdyż Ranoszek podjął naukę w Wolnym Mieście Gdańsku, na tamtejszej Wyższej Szkole Technicznej (Technische Hochschule der Freien Stadt Danzig). Klimat, który wówczas panował w Gdańsku należał jeszcze do spokojnych. Mimo, że Gdańsk wraz z przyległym terenem, liczącym niespełna 2 tys. km2 był formalnie pod protektoratem Ligi Narodów i nie był częścią składową Niemiec ani Polski, to państwo polskie posiadało na tym terenie szereg uprawnień uregulowanych na mocy traktatu wersalskiego, konwencji paryskiej, umowy warszawskiej, konstytucji Wolnego Miasta Gdańska oraz innych dwustronnych umów polsko-gdańskich. Parta narodowosocjalistyczna na terenie wolnego miasta przezywała poważny kryzys i chyliła się ku upadkowi.

Ranoszek doskonale znający język niemiecki był jednym ze studentów Polaków, studiujących wówczas w Gdańsku. Tu prawdopodobnie rozkwitła jego miłość do lotnictwa, gdyż Ranoszek podjął studia na Wydziale Mechanicznych, a czego wyrazem było ukończenie w 1931 r. kursu szybowcowego na Sokolej Górze koło Krzemieńca odbycie szkolenia na samolotach turystycznych w Nowym Targu i Krakowie i wstąpienie w szeregi działającego od 1929 r. Aeroklubu Gdańskiego, który paradoksalnie swą siedzibę i lokal klubowy miał w Rumii, zatem na terenie Polski.

W 1932 r. przerwał studia w Gdańsku i jesienią tego samego roku odbył kurs podchorążych rezerwy przy II batalionie 73 Pułku Piechoty w Oświęcimiu (w 23 Dywizji Piechoty). Jego pasją stało się lotnictwo, stąd też po otrzymaniu odpowiedniego przydziału od 15 lutego 1933 r. szkolił się w Szkolnej Eskadrze Podchorążych Rezerwy Lotnictwa, mieszczącej się przy  Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie.

 Po jej ukończeniu w dniu 15 sierpnia 1933 r. otrzymał przydział do 3 Pułku Lotniczego w Poznaniu, a potem latał w 4 Pułku Lotniczym w Toruniu. Z dniem 1 stycznia 1935 r. Gerard Ranoszek został promowany do stopnia podporucznika pilota. Jako wykwalifikowany pilot Ranoszek brał udział w ogólnopolskich zawodach lotniczych, był instruktorem pilotażu w Ministerstwie Komunikacji oraz pilotem doświadczalnym w Instytucie Technicznym Lotnictwa. W niewyjaśnionych do dziś okolicznościach wg. niektórych badaczy polskiej problematyki lotniczej Ranoszek powrócił na gdańską Technische Hochschule, aby dokończyć studia.

Był to jednak czas wzmożonej hitleryzacji Wolnego Miasta Gdańska, postępującej w lawinowym tempie od roku 1935, a Ranoszek był przecież oficerem rezerwy i nie był postacią całkowicie nieznaną nie tylko w polskim świecie lotniczym, ale z racji wcześniejszych i działalności w Aeroklubie Gdańskim studiów nie był również postacią całkowicie nieznaną w Wolnym Mieście Gdańsku. Nie ma na to jednak na razie żadnych dowodów, by uzasadnić tezę o tym, że za ponownym przybyciem Ranoszek na teren gdański kryły się inne przesłanki niż tylko chęć nauki.

Piloci Aeroklubu Gdańskiego (Ranoszek powrócił w jego szeregi) korzystali w tym czasie z lotnisk polskich (wojskowe w Pucku, cywilne w Rumii), zaś sporadycznie z gdańskiego lotniska we Wrzeszczu (Danzig-Langfuhr). Jak podaje Stanisław Mikos „w tym roku [1937-przyp. P. S] pilot [Gerard-przyp. P. S] Karol Ranoszek i Adam Ziętek wylądowali na RWD-13 po raz ostatni na tym lotnisku. W porę ostrzeżeni o zamierzonym aresztowaniu przez hitlerowców i zatrzymaniu samolotu, natychmiast wystartowali”. W 1938 r. Gerard Ranoszek miał zostać przez władze gdańskiej uczelni skreślony z listy studentów i postanowił skończyć studia na Politechnice Warszawskiej.

         W 1939 r., w obliczu zagrożenia wojenneg- jak wielu oficerów rezerwy ppor. pil. rez. Gerard Ranoszek został zmobilizowany, otrzymał przydział do lotnictwa, ale dopiero w drugim tygodniu wojny, do 24 Eskadry Rozpoznawczej.

Według stanu na dzień 1 września 1939 r. 24 Eskadra Rozpoznawcza, licząca 10 samolotów PZL-P23 B „Karaś” została przydzielona do Armii „Kraków”. Po 3 września 1939 r., zatem krótko po wybuchu wojny, 24 ER wykonywała zadania bojowe na korzyść sztabu Naczelnego Dowódcy Lotnictwa gen. bryg. dr. Józefa Zająca oraz dowódcy Armii „Lublin”- improwizowanego związku taktycznego wojska Polskiego, który powstał już podczas wojny i dowodzony był przez gen. dyw. Tadeusza Ludwika Piskora. Ppor. pil. rez. Gerarda Ranoszka przydzielono do eskadry dopiero
z dniem 10 września 1939 r.

Rozwój sytuacji wojennej sprawił, że 24 Er stopniowo przesuwała się na wschód Polski. Kolejne „Karasie” na skutek uszkodzeń i zniszczeń sukcesywnie były włączane z walki. 15 września 1939 r. Ranoszek wraz z pchor. pil. Jasińskim polecieli do Pińska, skąd sprowadzili na lotnisko
w miejscowości Kniahinin, na którym stacjonowała eskadra, samolot rozpoznawczy LWS-3 „Mewa”.  Na „Mewie” w dniu 17 września 1939 r. ppor. pil. Ranoszek oraz ppor. obs. Feliks Sobieralski wystartowali o świcie, w celu nawiązania łączności z Naczelnym Wodzem. Ostrzelany z ziemi przez nieprzyjaciela, przypuszczalnie przez Armię Czerwoną samolot Ranoszka z trudem przymusowo wylądował w okolicach Horodenki, na tzw. przedmościu rumuńskim.

Ranoszek nie wrócił już do eskadry. Na własną rękę, unikając niewoli sowieckiej przedostał się do Warszawy, skąd drogą poprzez Nowy Targ, Słowację i Węgry przedostał się z Polski do Francji, gdzie po początkowym pobycie w bazie Le-Bron, pod koniec maja 1940 r. został przydzielony do St Étienne, do grupy kpt. pil. Tadeusza Henryka Rolskiego. Po dwóch dniach całość wycofano do Lyon-Mions, gdzie piloci ukończyli szkolenie na francuskich myśliwcach typu Caudron CR-714. 16 czerwca 1940 r. pilotom przydzielono znacznie lepsze od poprzednich samolotów myśliwce Morane-Saulnier MS-406, na których odlecieli do Gaillac. Stamtąd, na skutek niekorzystnego dla Francji rozwoju sytuacji wojennej, na pokładzie dwóch samolotów transportowych typu Caudron C.440 Goéland Tuluzę, Montpellier i Perpignan do Afryki.

 Z Oranu, tj. z północno-zachodniej francuskiej Algierii Ranoszek dostał się do Casablanki, a następnie statkiem poprzez Gibraltar trafił Anglii. Został przeszkolony na brytyjskich Hurricane'ach i 8 grudnia 1940 r. został przydzielony do 32 Dywizjonu Myśliwskiego RAF (32 Squadron). Kolejne szkolenia, tym razem na brytyjskim myśliwcu Hawker Hurricane Mk I odbył już w we wspomnianym dywizjonie, stacjonującym wówczas w bazie RAF w Acklington.

W dniu 24 kwietnia 1941 r. przeniesiono go do Dywizjonu 306, w którym pełnił funkcję kontrolera w naziemnym stanowisku dowodzenia, mieszczącym się na lotnisku w Northolt. Równocześnie Ranoszek odbywał loty bojowe, co zaowocowało uszkodzeniem w nocy z dnia 10 na 11 maja 1941 r. niemieckiego bombowca (Heinkel He-111). Na własną prośbę Ranoszek uzyskał z dniem 7 lutego 1942 r. przeniesienie do Dywizjonu 307.

Dywizjon 307, zwany Dywizjonem Myśliwskim Nocnym „Lwowskich Puchaczy” (No.307 Polish Night Fighter Squadron)  sformowany został w dniu 24 sierpnia 1940 r. w Blackpool z personelu 5 pułku lotniczego (Lida-Wilno) i 6 pułku lotniczego (Lwów), których to jednostek kontynuował tradycje. Z inicjatywy kpt. pil. Jana Michałowskiego powstał hymn dywizjonu, nazwa „Lwowskie Puchacze”, zawołanie „pu-hu!” oraz wręczono polską flagę państwową i tablicę pamiątkową miastu Exeter, gdzie dywizjon stacjonował w celu obrony od dnia 26 kwietnia 1941 r.

Pierwszym samolotem, który został wprowadzony na uzbrojenie dywizjonu był brytyjski Boulton Paul Defiant. Samolot ten nie budził zachwytu pilotów, z powodu rozmieszczenia całości uzbrojenia strzeleckiego w wieży obrotowej z tyłu statku powietrznego, które obsługiwał strzelec pokładowy, zaś pilotowi przypadała w udziale rola „taksówkarza powietrznego”. 

W dniu 1 lipca 1942 r., S/L (Squadron Leader) por. pil. Ranoszek, służył w Dywizjonie 307 jako dowódca eskadry „B”. Brytyjski stopień nie był literalnym odpowiednikiem polskiego stopnia wojskowego. Był to tzw. Acting Rank stopniem funkcyjnym, przypisanym do określonego stanowiska, za który pobierało się wynagrodzenie i który traciło się, z chwilą przejścia na niższe stanowisko, dlatego przy nazwisku Ranoszka widzimy raz oznaczenie S/L (Squadron Leader), które zmienia się np. na  W/C (Wing Commander).

W dniu 24 czerwca 1942 r. w godzinach nocnych Bristol Beaufighter MK II F F/O (Flight Officer) Ranoszek i radioobs. Jerzy Trzaskowski w trakcie próby przechwycenia rajdu nieprzyjaciela na konwój statków brytyjskich odwołany do bazy po przybyciu na miejsce Hurricene’ów. Cztery dni później, tj. 28 czerwca 1942 r. załodze samolotu – Ranoszek i Trzaskowski przyznano uszkodzenie prawdopodobnie samolotu typu Heinkel He-111 lub Junkers Ju-88.

W nocy z 4 na 5 sierpnia 1942 r. por. pil Ranoszek wraz z sierż. obs. Trzaskowskim zestrzelili dwa Junkersy-88. Warto przytoczyć raport Ranoszka (wówczas już w stopniu kapitana), złożony w tej sprawie do kroniki dywizjonu (brzmienie oryginalne, bez poprawek i uzupełnień), która znajduje się dziś w Instytucie Polskim i Muzeum im. generała Sikorskiego w Londynie (Archives Reference No: LOT. A.V.51/59 p3):

„Początek bardzo nudny, więcej jak godzina „Link Trainera”, jako samolot cel dla „Hurricane” w czasie ćwiczenia współpracy z reflektorami i już po skierowaniu mnie do domu, nad bazą dostaję polecenie ulokowania się 15 mil na południe od Hope Cove, na 12. 000 stóp. Czynię to jaknajprędzej i jaknajdokładniej przy pomocy „Wattego” Beaconu /Hope Cove/, przechodzę na Ramparta i słyszę jeszcze ostatnie podrygi zdychającego radia sierż. Eckerta, którego przyszedłem zmienić. Natychmiast dostaję kilka wektorów i informacji o „Kliencie” posuwającym się na północ, podobno na mojej wysokości. Dostaję kontakt, jest niedaleko, ale około 4000 stóp wyżej. Zaczyna się rozpaczliwa wspinaczka na pełnym gazie, na granicy przeciągnięcia, co ze względu na czarną jak atrament noc nie jest wcale przyjemne. Kolektory spalin robią się coraz jaśniejsze i wreszcie świecą jasno-różowo. Skutek taki, że kiedy wreszcie widzę wysoko nad sobą z przodu ognie spalinowe bombowca /Ju 88, albo He 111, sądząc po podwójnych ogniach/ i zaczynam postępować za nim w jego regularnych skrętach unikowych, celem dojścia do najlepszej pozycji do strzału. –On mnie zobaczył i zaczyna strzelać do mnie długiemi serjami bez sensu. Robię za nim jeszcze kilka skrętów w czasie których ciągle wyślizguje mi się z celownika, wreszcie mam go „na kropce”, około 30-50 metrów. Strzelam bardzo krótką serję i wszystkie moje pociski wybuchają na nim, wprost przed moimi oczyma. Zaczyna się powoli rozpalać w różnych miejscach, przechodzi w spiral w prawo, a ja za nim, wreszcie w powolny korkociąg, już cały w ogniu i wreszcie uderza o coś na dole. Przez chwilę pali się bardzo jasno i gaśnie. Wtedy ja proszę Ramparta o ustalenie mojej pozycji /celem zapobieżenia późniejszym wątpliwościom/, melduję że „klient” jest ogolony i proszę o następnego. –Powtarza się mniej więcej to samo, z tą różnicą, że ten drugi jest jeszcze wyżej /19000-20000 tys. stóp/.

Spostrzega mnie z większej odległości i zaczyna się walka przy gwałtownych skręcaniach się z jego strony. Po kilku moich serjach jego strzelanie ustaje, gubię w ciemności jego ognie spalinowe ale za chwilę widzę na dole gwałtowny wybuch i pożar –dobry znak!

Pali się jeszcze długo, służąc mi do ustalenia mojej pozycji w pogoni za następnym, który niestety okazuje się własnym /J. F. F/.

Puszczam go więc cało i napuszczając mnie na następnego /4-ty tej nocy/, ale nie dochodzi w ogóle do przyzwoitego kontaktu. Posyłają mnie do domu.

         Satysfakcja była tym większa, że obaj zestrzeleni byli w drodze do celu, pełni bomb.

         Muszę tu podkreślić pracę mojego operatora sierżanta Trzaskowskiego, bez którego pomocy nie byłoby oczywiście wyników. Mimo tego że jest młody wiekiem i jako lotnik, potrafił on-dzięki bardzo poważnemu potraktowaniu naszej pracy i współpracy wyrobić się w ciągu krótkiego czasu do poziomu uzasadniającego powyższe wyniki. W czasie powyższych „intercepcji” trzymał kontakt zażarcie „zębami i pazurami” i do samego końca odstawiał robotę pięknie, mimo że bardzo nie lubił długich /na szczęście niecelnych/ serji pocisków świetlnych oddawanych do nas przez strzelców z Junkersów”.

W dniu 10 września 1942 r., w drugie święto dywizjonu gen. Władysław Sikorski jako Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych udekorował Krzyżami Virtuti Militari personel latający dyonu. W tym S/L por. pil. Ranoszka i Sgt. kpr. radioobs. Trzaskowskiego.

W tym samym miesiącu, tj. 24 września 1942 r. S/L pil. Ranoszek i F/L radioobs. Stanisław Sawczyński dyżurowali nad kanałem La Manche na południe od Plymouth. Otrzymali namiar na niemiecki samolot, który po uzyskaniu kontaktu zidentyfikowano jako Dorniera Do-217. Kilka wystrzelonych przez Ranoszka serii spowodowało pojedyncze wybuchy na końcówce skrzydła niemieckiego samolotu. Sawczyński w tym czasie wołał do dowódcy „Rżnij s…syna! Rąb drania”. Po kilku minutach walki niemiecki bombowiec wybuchł w powietrzu natomiast samolot Ranoszka ogarnęła „ciemność”. Została ona spowodowana zalaniem szyby pilota polskiego samolotu olejem silnikowym z eksplodującego Dorniera. Do tego zaczął szwankować jeden z silników Beaufightera. Mimo zakończonych niepowodzeniem prób oczyszczenia szyby samolotu z lepiej mazi polska załoga nie zdecydowała się na skok ze spadochronem. Nawigując na przyrządach, w obliczu całkowitego braku widoczności szczęśliwie wylądowali w bazie w Clyst Honiton. Szanse wyjścia żywym z tego lądowania oceniono jak 1: 100. Ranoszek, jako pilot polskiej załogi tę jedną, jedyną szansę wykorzystał.

Dnia 15 listopada 1942 r. na uroczystość przekazania miastu Exeter polskiej flagi dyon prowadził zastępca dowódcy S/L Ranoszek. Pod koniec 1942 r. Dywizjon 307 przezbrojono w nowe samoloty. Wyposażone je wówczas w maszyny typu De Havilland Mosquito MK II NF.

31 grudnia 1942 r. S/L Ranoszek wykonał pierwszy lot na samolocie typu Mosquito.

W dniu 21 marca 1943 r. zginął śmiercią lotnika dowódca Dyonu W/C mjr pil. Jan Michałowski . Wówczas S/L Ranoszek został p.o dowódcy dyonu. Po przybyciu na początku kwietnia 1943 r. nowego dowódcy S/L mjr. pil. Jerzego Orzechowskiego Ranoszek wrócił na stanowisko dowódcy eskadry „B”. 4 czerwca 1943 r. po wizycie księcia Gloucester, brata króla Jerzego VI w bazie Fairwood Common, odchodzący do Sztabu 10 Grupy Fighter Command na stanowisko polskiego oficera łącznikowego S/L Ranoszek otrzymał z rąk dowódcy 10 Grupy FC brytyjskie odznaczenie Distinguished Flying Cross.

21 maja 1944 r. powracający ze Sztabu 10 Grupy FC do macierzystej jednostki W/C mjr. pil. Ranoszek został dowódcą 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego, którym dowodził do dnia 21 grudnia 1944 r. Był to pierwszy w polskim lotnictwie przypadek, kiedy to dowodzenie dywizjonem powierzono oficerowi rezerwy. Jako dowódca 307 Dywizjonu poleciał w nocy z dnia 1 na 2 września 1944 r. wraz z F/O radiobs. Trzaskowskim na wyprawę „intruder” nad Szczecin. Podczas przelotu w okolicach Szczecina stromym nurkowaniem udało mu się wyprowadzić samolot z ciężkiego ostrzału niemieckiej artylerii przeciwlotniczej.

Mimo uszkodzenia samolotu, nie znając jego skutków Ranoszek doleciał na swym „Mossie” na lotnisko Coltishall w hrabstwie Norfolk. Ponieważ szwankowały klapy trzeba było lądować bez ich użycia, z dużą prędkością. Po szczęśliwym wylądowaniu obaj z Trzaskowskim zobaczyli, na czym przylecieli. Z klapy lewego skrzydła pozostało jedynie kilka żeber, osłona działek przesunęła się niemal przez całe skrzydło o przysłowiowy „włos” mijając główny zbiornik paliwa.  Oprócz tych uszkodzeń mechanicy ustalili 100 przestrzelin. Samolot uznano za całkowicie nie nadający się do naprawy.

Dnia 20 grudnia 1944 r. Ranoszek przekazał dowództwo „Lwowskich Puchaczy" kpt. pil. Stanisławowi Andrzejewskiemu, który we wrześniu 1939 r. walczył w szeregach 151 Eskadry Myśliwskiej. Odejście ze służby liniowej z dywizjonu związane było z rozwijaniem kariery sztabowej, gdyż mjr. pil. Ranoszek wyjechał na kurs sztabowy do US Army Command and General Staff Office w Fort Leavenworth w Stanach Zjednoczonych. Po zakończeniu wojny,  od 16 maja 1945 r. pełnił obowiązki sztabowe w dowództwie 84 Grupy Myśliwskiej RAF (84 Group), stacjonującej  w okupowanych Niemczech. Od 19 lipca 1945 r. służył w polowej składnicy materiałowej 408 Air Stores Park, a od 8 grudnia 1945 r. w bazie lotniczej w Quakenbrück (Dolna Saksonia), gdzie stacjonowało kilka technicznych jednostek lotnictwa polskiego.

Dla Ranoszka wojna się zakończyła, w roku 1947 zakończyła się służba lotnictwie polskim. Jak wielu członków personelu Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie nie chciał wracać do Polski. W kronice 307. Dywizjonu, w części omawiającej dowódców, czytamy między innymi, że major/ Wing Commander pilot Ranoszek Gerard Karol, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V kl, dwukrotnym Krzyżem Walecznych i Distinguished Flying Cross był dowódcą Dywizjonu od dnia 22 maja 1944 r. do dnia 21 grudnia 1944 r. i służąc w Dywizjonie 307 zestrzelił na pewno 3 samoloty nieprzyjaciela, a 1 uszkodził.

Wyemigrował do Południowej Afryki. Założył własne przedsiębiorstwo, które dobrze prosperując stało się głównym źródłem utrzymania. Ale dalej latał. Na pamiątkę wydarzenia nad Szczecinem z roku 1944 r., po wojnie kupił za ok. 250 tys. dolarów nieco podobny do „Mossa” (dwa silniki) samolot-Piper Twin Commanche, który osobiście pilotował jeszcze w 1986 r., mając wówczas 75 lat.

 Gerard Karol Ranoszek kilkakrotnie odwiedzał Polskę, między innymi w 1988 r. ofiarowując Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie swój mundur z okresu wojny. Zmarł w dniu 17 lipca 1992 r. w Afryce, w wieku 80 lat. Po kremacji jego prochy sprowadzono do Polski i złożono w grobie urnowym (kolumbarium) na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie o współrzędnych: kwatera D 20 Kol I, Rząd: 3, Grób: 2.

Odznaczony był Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari (nr 09682), Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta, Krzyżem Walecznych z Dwoma Okuciami, Srebrnym Krzyżem Zasługi i Distinguished Flying Cross.

 

                                       dr hab. Piotr SEMKÓW, prof. AMW

Kontakt

tel. 795-303-303 Anna Falkiewicz

MUZEUM 303

Napoleon 35A, 42-165 Lipie

e-mail: biuro@muzeum303.pl

Bilety
i rezerwacje

e-mail: a.falkiewicz@muzeum303.pl
Tel: 795-303-303 Anna Falkiewicz

Siedziba firmy
i administracja

Napoleon 35A, 42-165 Lipie
Dyrektor Jan Nagiel 603-484-303
Założyciel Tomasz Kajkowski 532-303-303
e-mail: biuro@muzeum303.pl

Formularz kontaktowy




Ta strona używa pliki cookies, dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.Kliknij i dowiedz się więcej.

Rozumiem